Dla kogo Samojed? cz.1

Słyszałam już do tej pory przeróżne reakcje na nazwę tej rasy. Począwszy od robienia min, jakbym mówiła co najmniej po chińsku, poprzez zaprzeczanie (nieee, to na pewno husky, przecież ja wiem), kończąc na niefortunnym żarciku z literą „b” na końcu. Rasa ta jest rzeczywiście mniej znana, chociaż zaczyna się widzieć coraz więcej tych psiaków na ulicach. A jak już się sammy pojawi na ulicy, to nie ma siły, żeby nie wzbudził sensacji. Ohy, ahy, mizianie, przytulanie, piszczenie. I każdy powtarza – ja chcę takiego, już teraz! I tu pojawia się pytanie – dla kogo jest samojed?

Samojedy są białymi, puszystymi chmurkami szczęścia. Patrząc na tą roześmianą mordkę, można sobie wyobrazić od razu scenariusze, kiedy to 1. siedzimy w chatce górskiej przy kominku i głaszczemy godzinami psiaka, 2. w zimne noce wygrzewa nas w łóżeczku, gdzie możemy go używać zamiast poduszki, 3. robimy stylizowane focie na insta w naszym białym, jasnym mieszkanku, gdzie ta biała kulka idealnie by się komponowała. Ślicznie to wszystko wygląda w głowie. I nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Samojed przy kominku nie usiedzi, w zimne noce będzie wolał wylegiwać się na śniegu zamiast w łóżku, a nasze sterylne mieszkania zostaną artystyczne pomalowane błotkiem po każdym spacerze.

Zebrałam kilka informacji o tym, z czym należy się liczyć decydując się na samojeda. Oczywiście, każdy pies jest inny i może całkowicie się różnić od mojego Django. Jest jednak kilka cech charakterystycznych dla tej rasy, na które powinniśmy być przygotowani.

Ruch

Samojedy to psy pierwotne; wywodzą się z Syberii i były wykorzystywane do ciągnięcia zaprzęgów. Nie oznacza to, że od razu musimy się przeprowadzić na północ i kupić sanie, ale jednak codzienny ruch jest tym psiakom niezbędny. Jeśli ktoś prowadzi aktywny tryb życia, bez problemu dogada się z samojedem. Jeśli jednak jest się typowym kanapowcem, trzeba najpierw dobrze przemyśleć, czy zmiana przyzwyczajeń jest realna.

U nas w praktyce wygląda to mniej więcej tak: raz dziennie idziemy na godzinny spacer, czasami dwa razy po pół godziny czy 45 minut. Dwa razy w tygodniu zabieram Django na canicross, co dodatkowo męczy psiaka. W weekendy zawsze staramy się zorganizować większy wysiłek – wyjazd w góry, kilkugodzinny spacer w okolicy ze znajomymi psiakami, czy udział w psio-lubnych wydarzeniach we Wrocławiu. Jest ich na szczęście coraz więcej!

Sam w domu

Słysząc określenie „pies pierwotny”, niektórzy myślą, że nie potrzebuje zbytnio towarzystwa ludzi. Jeśli chodzi o samojedy, jest zupełnie na odwrót. Były wykorzystywane nie tylko do ciągnięcia sań, ale również do towarzystwa w długich podróżach, czy do ogrzewania całej rodzinki w zimne noce. Przebywały one zawsze z człowiekiem i tego człowieka potrzebują. W kilku źródłach znalazłam informację, że mogą one popaść w depresję, kiedy są pozostawione same przez długi okres czasu. Czy to rzeczywiście prawda, nie jestem w stanie stwierdzić, ale na pewno będą miały spore problemy emocjonalne. Nie jest to pies dla ludzi, którzy są po 10h dziennie w pracy każdego dnia, a po pracy mają siłownię, fitness, hiszpański, karaoke itp. Z tym psiakiem po prostu trzeba być.

Nie mówię, że samojeda nie mogą mieć pracujący ludzie. Od czasu do czasu, jak psiak zostanie w domu sam na dłużej, nic mu się nie stanie. Gorzej, jeśli jest to norma. Najlepszą opcją jest sytuacja, w której jeden z domowników jest na co dzień w domu, albo kiedy można „wymieniać” się godzinami pracy, żeby choć trochę zmniejszyć ilość czasu, kiedy zostawiamy futrzaka samego.

Jak to wygląda u nas: ja jestem (nie)typowym korpo-szczurkiem, a Kike ma pracę artystyczno-wyjazdowo-nieprzewidywalną. Oznacza to, że kiedy tylko Kike nie pracuje, może miziać Django przez cały dzień. Często pracuje w weekendy, kiedy to znowu ja mam wolne. Kiedy jednak pracujemy oboje, Django zostaje sam, z królikami do towarzystwa. Radzi sobie z tym całkiem nieźle, pomijając obrażoną minę kiedy tylko wychodzę z domu. Są to jednak wyjątkowe sytuacje.


Ciąg dalszy nastąpi. W kolejnej części będzie mowa o charakterze yedków – pomimo anielskiego wyglądu, potrafią być wcielonymi diabłami!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *