Majówka Dog Camp

Kiedy słyszę słowa „majówka” i „podróż” w jednym zdaniu, od razu mi ciarki po plecach przechodzą. Bilety lotnicze stają się nagle dziesięć razy droższe, każda popularna destynacja pęka w szwach, konie w Zakopanym nie dają rady już ciągnąć tych wszystkich Grażyn i Januszy pod górę – wszędzie dzieją się dantejskie sceny. A gdzie jeszcze w tym wszystkim zmieścić nasze psiaki! Jak tylko dowiedziałam się o wyjeździe szkoleniowym dla psów do lasu pośrodku niczego, wiedziałam już, że to jest to. To jest idealny pomysł na spędzenie tej nieszczęsnej majówki!

Spakowałam siebie i Django – na marginesie, to niesamowite, że mój pies ma o wiele więcej bagażu ode mnie – i ruszyliśmy w drogę do Turawy. To mała wioska tuż obok Opola, która jest mało ważna w tej historii. Najważniejsze dla nas było położone tuż obok Jezioro Turawskie i otaczające go lasy. A pośrodku tego lasu, znajduje się ośrodek szkoleniowy Strażak, w którym odbywał się nasz Dog Camp. Najbardziej niesamowity był dla mnie otaczający nas z każdej strony zapach – mieszanka mokrego drewna, wilgotnej ściółki, żywicy. Zapach, który przypomina, dlaczego tak bardzo kochamy wyjazdy na łono natury.

Codziennie chodziliśmy na leśne spacery i odkrywaliśmy nowe ścieżki – a jest tam gdzie chodzić! Las jest bardzo gęsty, ale co chwila przecinają go mniejsze lub większe dróżki rozchodzące się w każdą stronę. Po takich spacerach można odpocząć wylegując się na plaży przy Jeziorze Turawskim. Jest ono na tyle duże, że w połączeniu z piaszczystą plażą i falami od wiatru, miałam wrażenie jakbym była nad morzem. Nad brzegiem panują właśnie typowo nadmorskie klimaty: zjemy tu gofra, wypożyczymy sprzęty wodne, wynajmiemy domki letniskowe. W sezonie letnim jezioro nie nadaje się jednak do pływania, co roku panuje tam sinica. A szkoda, bo miejsce ma duży potencjał.

My wykorzystaliśmy pustą o tej porze roku plażę, żeby się relaksować i oczywiście na Djangową sesję zdjęciową 😉

Ale ale, nie przyjechaliśmy się przecież tam relaksować, tylko pracować. Treningi były prowadzone przez Karolinę i Kasię z Top Dog oraz Elizę z Positive Dog. Było bardzo intensywnie dla psich móżdżków – ćwiczenie uwagi i cierpliwości na zajęciach obedience, pokonywanie torów na agility, bieganie na czas ile sił w łapkach. My ze swojej strony pracowaliśmy nad dwoma problemami u Django: nierobienie niczego przez dłuższy czas i skupienie się przy innych psiakach. No bo jak tu siedzieć spokojnie, kiedy się można bawić? Pracy jest jeszcze dużo przed nami, ale Django poradził sobie świetnie na kursie. Zrobiliśmy dobrą bazę do regularnych treningów, poznaliśmy w jak najbardziej efektywny sposób motywować psiaka, jeszcze bardziej zacieśniliśmy psio-ludzkie więzy. I ciekawostka z zajęć biegowych – Django jest w stanie biec ponad 28km/h 😊

Nie tylko psiaki trenowały intensywnie, my też się musieliśmy trochę nagimnastykować – psychicznie i fizycznie. Mieliśmy serię wykładów o budowaniu zaangażowania psa, o rozpoznawaniu sytuacji stresowych czy wskazówki na temat wychowania. Zrodziły się z tego ciekawe dyskusje, dzięki którym mam zapisane całe strony inspiracji.

Czy wiesz, że… kiedy ludzie się przytulają, psy odbierają to jako akt agresji? To właśnie dlatego nasze psiaki skaczą wtedy na nas, co odbieramy mylnie jako chęć do wspólnego tulenia. W rzeczywistości nasz pies chce nas rozdzielić, żebyśmy się nie kłócili, w jego mniemaniu.

Z fizycznego gimnastykowania się, Eliza przygotowała nam zajęcia rodem ze szkolnego wuefu. Kiedy psiaki odpoczywały sobie w pokojach, my rzucaliśmy sobie frisbee. I nie jest to takie łatwe, jak się może wydawać! Rzucić dyskiem każdy sobie może, ale żeby poleciał dokładnie tam, gdzie chcesz, i z zamierzoną prędkością, to już jest wyczyn. Zostawię to już tu tylko jednym zdaniem: miałam zakwasy na następny dzień 😜

Podczas tej majówki zaliczyliśmy również nasz pierwszy w życiu Dogtrekking – i się zakochaliśmy! To jest definitywnie sport dla nas: bieganie + orientacja w terenie. Poznaliśmy też idealną towarzyszkę do dogtrekkingu, która razem ze swoją Arią i Korą motywowała nas do biegu bez zatrzymywania się. I musimy się pochwalić – wygraliśmy! Co jest jeszcze dodatkową motywacją do kolejnych zawodów 😊

Pomimo tego, że wyjazd był stricte nastawiony na Django, chciałam wykorzystać też ten czas dla mnie. Na co dzień robię milion rzeczy i nie jest mi łatwo zwolnić z własnej woli – motorek w tyłku, jak to mówi Kike. Podczas tego wyjazdu wyjęłam jednak na chwilę z niego baterie i zwolniłam. Kiedy mieliśmy czas wolny, czytałam sobie książkę czy wylegiwałam się na plaży. Wieczorami siedzieliśmy wspólnie przy ognisku, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Uczymy nasze psiaki jak odpoczywać, a często zapominamy, żeby samemu zwolnić i przez chwilę po prostu nic nie robić. I nie trzeba jechać daleko, żeby spędzić cudowną majówkę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *